Polska

Bromierzyk, opuszczona, nawiedzona wieś w Kampinosie.

Bromierzyk, to niewielka wieś położona w województwie mazowieckim, w powiecie warszawskim zachodnim, w gminie Kampinos, na terenie obecnego Kampinoskiego Parku Narodowego. Dziś to już właściwie pozostałości wsi, gdyż od wielu lat teren ten jest opuszczony. Mimo to okolica wsi Bromierzyk skrywa jak się okazuje wiele tajemnic.

Bromierzyk – historia końca wsi

Wieś powstała jeszcze przed wojną. W 1959 roku, gdy zakładano Kampinowski Park Narodowy, w jego granicach znalazło się 71 wiosek zamieszkanych przez 16 tysięcy osób, a w tym Bromierzyk. W latach 70 ubiegłego wieku, wysiedlano te tereny. Władze Kampinosa wykupywały ziemie, gospodarstwa i przesiedlały ludzi.  Podobne losy spotykały inne wsie, więc takich opuszczonych wsi jak Bromierzyk jest w Puszczy Kampinoskiej o wiele więcej. Obecnie, na terenie wiosek mieszka tu nie więcej niż 2 tysiące osób. Jeszcze w 2002 roku wieś Bromierzyk liczyła 18 mieszkańców, a w 2005 roku 27 mieszkańców. Obecnie wieś już nie istnieje.

Cały teren Puszczy Kampinoskiej, przez wieki był świadkiem ludzkich tragedii. Toczyły się tu walki podczas Powstania Styczniowego, II W.Ś., a też podobno w latach ’90, XXw., był to teren egzekucji mafijnych. Więc ziemie Kampinosa są i mogą być „bogate” w bezimienne mogiły ludzi, którzy tu zginęli.

Naziści w Bromierzyku

W internecie natrafiłam na relację Jana Szymańskiego, mieszkańca wsi:

Czterdzieści lat, od 1936 do 1976 roku. Przeżyłem tam wojnę, okupację i wejście Rosjan.(…) Byłem wtedy dzieckiem. Tu była już Trzecia Rzesza, a kilkadziesiąt metrów od kapliczki była granica z Generalną Gubernią. Rodzice chodzili za granicę handlować żywnością. Niemcy, którzy tu stacjonowali, byli w porządku, dało się z nimi żyć. Oni cały czas w naszej wsi mieli posterunek, mieścił się w szkole. Niekiedy przychodzili do nas i ostrzegali przed niebezpieczeństwem. Niemcy polowali na partyzantów, przyjeżdżali do wsi i szukali ich po gospodarstwach. Bo byli tu ludzie z Warszawy, którzy we wrześniu 1939 schronili się w puszczy i tworzyli oddziały. Oni przyjeżdżali na wieś w dziesięciu – dwunastu i lokowali się u kogoś w stodole. Niemcy ich cały czas szukali. Z bagnetami chodzili po stodołach, oborach i kłuli słomę i siano. Jak kogo znaleźli, to wyprowadzali do lasu i zabijali. Oszczędzali tylko tych, którzy z nimi współpracowali.(…) kiedyś partyzanci zastrzelili dwóch Niemców, którzy mieszkali w szkole. Tych, którzy nas ostrzegali przed innymi Niemcami. Uważali ich za wrogów, nie wiedzieli chyba, że pomagają Polakom

źródło: anatomiazla.pl

Wkroczenie wojsk rosyjskich

Pan Jan był również świadkiem wkroczenia w 1945 roku wojsk rosyjskich do wsi:

Gdy Ruscy się zbliżali, to myśmy się chowali w piwnicy, bo w domu było strach siedzieć. Takie były wokół eksplozje. Koło dębu świętej Teresy było straszne natarcie, Ruscy wtedy kaplicę zniszczyli. Niemieckie czołgi stały porozbijane, ludzie później chodzili i cięli je na złom. Widziałem też, jak niemieccy oficerowie zrywali pagony i wrzucali je w krzaki. Krzyczeli: „Hitler kaput”. A później Ruscy weszli. Pamiętam pozabijane konie, uprzęże leżały, a ludzie lecieli do lasu i wybierali, co się dało. Rosjanie wyłapywali Niemców. Prowadzili drogą przez wieś gęsiego dziesięciu hitlerowców. Za nimi szedł Rusek i nagle serią z pepeszy ich pozabijał. W wojnę tu dużo ludzi zginęło – Niemców, Rosjan, Polaków, cywilów też zabijali. Ten las krwią spłynął.

(…)

Gdy do wsi weszli Ruscy, to ja z młodszym bratem siedziałem na płocie, takim z drągów. Patrzyliśmy, jak oni maszerują. Zdzisiek, mój brat jadł chałkę. Zobaczył to jeden z tych sołdatów i mu ją zabrał. Wtedy brat się rozpłakał. A jakiś oficer zatrzymał się przy nim i zapytał, co się stało. No to Zdzisiek mówi, że ten sołdat zabrał mu bułkę. Wtedy oficer dogonił go i strasznie przeczołgał. Potem porobiły się z nich takie gangi i chodzili po wsi. Szukali dziewczyn, które w wojnę z Niemcami żyły, bili te dziewczyny i gwałcili. Potem wiele z nich wyjechało do Warszawy i rodziny pozakładały.

źródło: crime.com.pl


ZOBACZ TEŻ:


Paranormal activity we wsi Bromierzyk, czyli historie o duchach

Z wsią Bromierzyk wiążą się też tajemnicze historie. Mieszkańcy puszczy, którzy mieli jakieś problemy i wpadali w kłopoty, popadali w depresję i podejmowali ostateczną decyzję o zakończeniu swojego życia, wybierali Bromierzyk jako miejsce samobójstwa. Stąd dziś można spotkać się z określeniem Bromierzyka jako „wsi wisielców”.

Duchy pomordowanych

W sieci można znaleźć relacje Wiesławy Szymańskiej z Plecewic, która opowiada:

To jest przerażające miejsce, tam coś zawsze straszyło. Tam jest coś takiego, że ludzie stawali się tam opętani. Byli tacy, którzy mieszkali daleko w innych wsiach, ale jak ktoś miał się powiesić, to szedł właśnie tam. Do Bromierzyka. Ludzie z okolicznych wsi w końcu zaczęli się bać tam chodzić. Nie bez powodu tak się dzieje.

Pani Wiesława twierdzi, że w Bromierzyku straszą duchy żołnierzy i cywilów – nocą można usłyszeć rozmowy, mimo iż wieś jest dziś opuszczona. Mają być to duchy osób, które podczas II W.Ś. zostały zamordowane przez Sowietów.

Duchy zwierząt

Inne historie, legendy opowiadają o pojawiających się w tych okolicach zjawach, potworach, co skutecznie odstrasza wiele osób przed spacerami po zmierzchu w tych okolicach.

Kolejna relacja, opowiedziana tym razem przez mieszkankę Wilcz Tułowskich:

Dawno temu jechałam przez Bromierzyk z mężem na motocyklu. Między kapliczką świętej Teresy, a dębem świętej Teresy, zauważyliśmy, jak biegnie za nami koń. Oczywiście, mógł wybiec komuś z podwórka, ale mimo wszystko uciekaliśmy przed nim. Mocno złapałam męża ze strachu, ale nie udawało nam się przed nim uciec .

Uciekaliśmy, jednak w pewnym momencie motor zgasł i nie było możliwości, żeby jechać dalej. Koń zbliżył się do nas i przednie kopyta wyciągnął do góry. Tak, jakby chciał nas zaatakować. Zdążyłam się tylko schylić i nie było konia. Nie było też słychać jego galopu. Uciekliśmy stamtąd i myśleliśmy, że to przywidzenia, że koń mógł gdzieś pobiec.

Gdy opowiadaliśmy tę historię już innym ludziom, to niektórzy zaczęli potwierdzać, że to samo spotkało ich. Najpierw przejazd obok kapliczki, koń albo inne widmo. Zgaśnięcie silnika i to coś się wtedy zbliżało. Każdy z nich próbował się jakoś ratować, osłaniać, ale w końcu to coś znikało. Od tamtej pory nie chodziłam już sama na Bromierzyk, boję się, mimo że minęło już prawie czterdzieści lat

Lepiej nie chodzić tam samemu

O strachu przed samotnymi wizytami w okolicy wsi Bromierzyk opowiada też mieszkaniec Sochaczewa:

Lubię jeździć na Bromierzyk i często tam bywałem, ale jakoś nigdy nie byłem tam sam. W końcu pewnego razu wybrałem się na samotną przejażdżkę samochodem, do kapliczki świętej Teresy. To było słoneczne, niedzielne popołudnie. Nagle, jadąc przez pustą i leśną drogę, samochód zgasł. Próbowałem go oczywiście ponownie uruchomić, ale to było coś takiego, jakby akumulator był rozładowany, albo nie było iskry. Po kilku nieudanych próbach wyszedłem z samochodu i podążyłem w kierunku asfaltu, żeby znaleźć jakąś pomoc. Przeszedłem może 40 metrów i usłyszałem, jakby dosłownie za moimi plecami, tuż obok mnie, ktoś uderzał łańcuchem o drzewo. Słyszałem nie raz opowieści o tym, że jest to dziwne miejsce, że coś może tu straszyć, ale nigdy nie wierzyłem w takie opowiastki. Przypomniałem sobie je od razu. Trochę się zawahałem, ale pomyślałem, że to się przesłyszało i poszedłem dalej. Po paru krokach, znów pojawił się ten sam dźwięk. Uważnie obejrzałem się wokół, ale przy drzewach nie było nikogo. Przystanąłem na chwilę, obróciłem się w stronę samochodu, a ten dźwięk znowu pojawił się za moimi plecami! Spanikowany obróciłem się, ale nikogo znów nie było. Poszedłem jeszcze parę kroków dalej, to było ze dwadzieścia metrów. Znowu to samo, znowu ten dźwięk łańcucha jakby uderzającego o jedno z drzew, był obok mnie. Wtedy już uciekłem do samochodu, po kilku próbach już odpalił. Nie wiem teraz, czy to było coś, czego gołym okiem nie widać, ale innego wytłumaczenia nie mam. To było tak realne i tak blisko, że nie potrafię teraz powiedzieć, że nie wierzę w takie rzeczy. Na pewno nieprędko pojadę tam samotnie

Co można zobaczyć dziś we wsi Bromierzyk?

My wybraliśmy się tu nieświadomi tych wielu niesamowitych historii. Skuszeni byliśmy eksplorowaniem puszczy w poszukiwaniu opuszczonych wsi, bo lubimy sobie czasem połazić po porzuconych terenach i budynkach :D.

Na miejscu odnaleźliśmy niewiele pozostałości po dawnej wsi, ale w połączeniu ze spacerem w okolicy i przerwą na hamaku, zrealizowaliśmy całkiem przyjemny pomysł na fajne popołudnie w Kampinosie.

A oto, jakie rzeczy udało nam się zobaczyć w nieistniejącej już wsi Bromierzyk:

Kapliczka pw. św. Teresy z 1937 roku

Historia kapliczki, którą przeczytamy na miejscu:

W 1936 r. dziedzic majątku Łazy Stanisław Karnkowski wydzielał posag swoim siostrom. Jednej z nich Izabeli przypadły bory sosnowe na południe od wioski Bromierzyk. Izabela, która była mniszką z zakonu klarysek, sprzedała swoją część od brata i na pamiątkę poleciła wybudować mały kościółek na skrzyżowaniu dróg: Famułki – Bieliny i Karolinów – Łazy. Kościółek kaplicą zwany stawiano gospodarskim sposobem, a pracami kierował Paduch z Karolinowa.

Budowę zakończono w marcu 1937 r., a do jesieni 1939 r. odprawiano tam nabożeństwa dla mieszkańców. Po wojnie świątynia była zrujnowana. Proboszcz Zawad ks. Kuplicki polecił rozebrać pozostałości po kościółku i wystawić kapliczkę, która jest pięć razy mniejsza od pierwotnego kościoła. Za zgodą proboszcza Zawad patronat nad kapliczką objął ks. Jan Zieliński z parafii Brochów – co roku 17 września odprawiana jest przy niej Msza Święta z udziałem młodzieży z lasocińskiej szkoły.

Dąb św. Teresy

Lokalizacja i zdjęcia.

Fundamenty domu i pozostałości

Wejście do ziemianki – dziś schron nietoperzy

Jak dojechać do opuszczonej wsi Bromierzyk?

Możecie w nawigacji wpisać koordynację na kapliczkę: 52.308609990653906, 20.393546310579

Jadąc z północy za Famułkami Brochowskimi należy skręcić w lewo.

Z Warszawy dojedziecie tu samochodem w ok 1,5 h (ok 60-70km).


ZOBACZ TEŻ:


Jeśli ten wpis się Tobie spodobał, to będzie nam mega miło, gdy zostawisz komentarz i np. postawisz nam kawę! 🙂

A jeśli uważasz, że wpis warto pokazać światu będzie super, gdy udostępnisz go na swoim Facebooku, Twitterze lub Instagramie 🙂

Ponadto zachęcamy, abyś obserwował nas na naszych kanałach społecznościowych, aby żaden nowy wpis Cię nie ominął:)

Facebook

Instagram

TikTok

Twitter

Youtube

Aga

View Comments

  • Sprostowanie, obecna kapliczka jest 5 razy mniejsza niż pierwowzór z 1937 roku. Obecna kapliczka została zbudowana w latach 90tych, dzięki staraniom wójta gminy Brochów Andrzeja Fijołka oraz wielu rodzin z dalszej i bliższej okolicy ( inicjały darczyńców wycięte na krzyżu znajdującym się nad drzwiami ).

Recent Posts

Termálny prameň Kalameny – słowackie dzikie, gorące źródło tuż obok Polski!

Kąpiel w gorącym, dzikim źródle z widokiem na las? Czasem niczego więcej do szczęścia nie…

4 tygodnie ago

Janosikowe Diery, niesamowity pieszy szlak – pętla wąwozami na Słowacji.

Wędrówka tymi wąwozami przeniesie Was w magiczne, pełne przyrody i przygód miejsce.

1 miesiąc ago

Skansen Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim

Kolejna mało znana perełka w okolicy Warszawy, do której warto wybrać się na jednodniowy spacer!

2 miesiące ago

Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, sztuka w otoczeniu przyrody.

Wystarczy tylko 1,5h jazdy autem od Warszawy, by przenieść się do magicznego świata sztuki i…

3 miesiące ago

Ponta de São Lourenço – Półwysep Św. Wawrzyńca na Maderze

Surowe i pustynne oblicze Madery w najbardziej wysuniętym na wschód miejscu na wyspie.

4 miesiące ago

Ribeira do Inferno, strumień z piekła, czyli niebezpieczne miejsce na Maderze.

Malownicze i niebezpieczne miejsce na nieczynnym fragmencie nadmorskiej drogi na Maderze.

5 miesięcy ago

This website uses cookies.