Rajskie, nieznane plaże w Wietnamie – archipelag An Thoi (Phu Quoc)

Nas dwoje i on- wietnamski sternik. Siedzimy na łodzi. Tej długiej, drewnianej, która ma oczy na obu stronach dzioba. W tyłek twardo, w głowę pali ostre słońce, słona bryza przynosi trochę ulgi- ruszamy. W porcie morze śpi. Wypływamy z portu i morze zaczyna do nas „śpiewać” (wyje wiatr). „Na oko” jest jakieś 6 w skali Beauforta. Ja mruczę do Jarka, że „nie ma tutaj pasów, a tu taka prędkość, pode mną podłoga jakby pęknięta, żeby się posmarował kremem, a słona woda chlapie, a pan stoi przy sterze bez trzymanki i… a te.. FAAAA — LE”- nagle łódka wzbija się w powietrze i opada z impetem uderzając o wodę. Przed nami 45 minut takiego rollercoaster. Tak zaczyna się nasz prywatny rejs na tajemnicze, rajskie plaże w Wietnamie.

Wietnamski sekret- Archipelag An Thoi (An Thoi Island) – wyspiarskie, nieznane piękno Wietnamu

Zanim dowiecie się jak tam trafić i co można po drodze przeżyć, łapcie trochę informacji o miejscu, które JESZCZE jest mało znane osobom wybierającym się na Phu Quoc.

Archipelag An Thoi leży jak możecie się już domyślić w okolicach Phu Quoc, a dokładnie na południe od wyspy. Sąsiaduje on bezpośrednio z miejscowością An Thoi. W jego skład wchodzi kilkanaście mniejszych i większych wysp.

Wietnamczycy twierdzą, że istnienie tego miejsca starali się trzymać w tajemnicy- ale w dobie Internetu sekret zamienił się w jeden z pożądanych, piękniejszych choć jeszcze mało popularnych, wietanmskich celów podróżniczych. Wg nich, archipelag posiada rajskie, raczej rzadko spotykane plaże w Wietnamie. Takie bezludne wyspy z błękitną wodą, palmami, malowniczymi skałami, nieskalane ręką człowieka. Fakt to skarb.

A oto lista wysp w Archipelagu An Thoi:

  1. Hon Dam Trong (Dam Trong Island)
  2. Hon Dam Ngoai (Dam Ngoai Island) Obie wyspy Dam występują też pod nazwą Shadows Islands
  3. Hon Dua (Coconut Island / Coconut Reef),
  4. Hon Roi (Lamp Island),
  5. Hon Thom (Pineapple Island) to druga największa wyspa w obszarze Phu Quoc. Tutaj znajduje się stacja kolejki linowej, przyrodniczy park Hon Thom, 4 plaże i resorty.
  6. Hon Vang (Echo Island), bezludna wyspa
  7. Hon Xuong – najbardziej popularna ze wszystkich wysp. Jeśli wpiszecie w google archipelag An Thoi, fingernail Island lub nawet zapytanie o plaże na Phu Quoc, to najpewniej wujek google „wypluje” Wam zdjęcia plaży właśnie na tej małej wyspie. Czy warto? Czytaj dalej 😉
  8. Hon Mong Tay (Fingernail Island) mylona często z wyspą o tej samej nazwie (sic!) leżącą na północnym zachodzie Phu Quoc- na którą też można się wybrać na trip. Ta wyspa nie ma plaż, jest bezludna.
  9. Hon Gam Ghi – prywatna wyspa, z piaszczysta plażą i z podobno ciekawymi skałami w zachodniej części wyspy
  10. Hon Vong- wyspa, którą odwiedziliśmy- więcej info poniżej 😊
  11. Hon May Rut (Cold Cloud Island), – prywatna wyspa z piaszczysta plażą, żyje na niej rodzina, która może Cię ugościć i nakarmić 😀
  12. Hon Trang
  13. Hon Kho
  14. Hon Kim Quy (Chan Qui /Yellow Tortoise)

Jak dostać się na rajskie plaże Archipelagu An Thoi w Wietnamie?

Są 2 sposoby:

  1. Wycieczka z lokalnym biurem

Plusy: organizacja z głowy, jedzenie w pakiecie, przewodnik i pewnie woda też+ transport z hotelu do portu i z portu do hotelu

Minusy: brak elastyczności co do godzin, programu, cena

  1. Rejs na własną rękę na wynajętej, prywatnej łodzi

My – miłośnicy luksusu i przepychu (żart.) skusiliśmy się na drugą opcję. Mieszkaliśmy w środkowej części Phu Quoc, po zachodniej stronie, w okolicy Duong Dong. Dysponowaliśmy własnym transportem- skuterem i chcieliśmy popłynąć tam, gdzie sobie wymyśliliśmy 😀 .

Port w An Thoi – wynajem prywatnej łodzi

Aby wynająć prywatną łódkę należy wybrać się najpóźniej dzień wcześniej do portu w An Thoi (miasteczku – patrz mapa).

skuter an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

W porcie trzeba poszukać rybaków/sterników/łódkowych, czy ich „managera”, który zajmie się tematem. Heh, pewnie dziwi Was ten „manager”? Nas też. A jak znaleźć managera i rozróżnić od reszty? Spokojnie- sam Was znajdzie 😀 Jak pewnie domyślacie się w Azji każdy chce zarobić, a nie od dzisiaj wiadomo, że pośrednictwo to najbardziej dochodowy zawód świata :D. Także ten…

Tak więc wybraliśmy się z Jarem do portu. Zaparkowaliśmy naszego „rumaka” tuż przy łodziach i zaczęliśmy poszukiwania. Była jakaś 18, a w porcie puchy! Ludzi nie widać! Krążyliśmy tak pomiędzy łodziami, aż w końcu wyłonił się znikąd i podszedł do nas jakiś pan. Łamanym azjoangielskim zapytał, czy potrzebujemy pomocy – po tym poznacie pierwszy stopień tamtejszego manadża 😀 . Wytłumaczyliśmy panu o co chodzi, że chcemy wynająć łódkę na jeden dzień, jutro. Pokazaliśmy na telefonie jakie wyspy chcemy odwiedzić, a on stwierdził że ma dla nas rozwiązanie za jedyne 2000 000 Dongów. DUŻO. Rozpoczęliśmy proces targowania, ale nie szło- cena na której utknęliśmy 1000 000 była dla nas nadal zaporowa, bo tak szczerze to taki trip to koszt ok 800 000 Dongów- wiemy z internetów i pan manadża nie zrobi nas w wałka! Obie strony zgodnie stwierdziły, że nie maja o czym rozmawiać. Rozeszliśmy się. Tzn ja poszłam z Jarkiem, a on poszedł do swoich kolegów, którzy nagle zgromadzili się przy łodziach. Zaczęliśmy z Jarem chodzić po porcie, ale nie było nikogo poza nimi. Czas leciał. W końcu zrezygnowani poszliśmy szukać pana manadża. Okazało się, że nie ma go wśród zgromadzonych kolegów i na dodatek ŻADEN z nich nie włada angielskim ☹ . Próbowaliśmy rozpocząć na migi proces targowania z jednym z panów, ale nie wyszło. Natomiast inny wyjął telefon i zadzwonił gdzieś. Po chwili przyjechał na swoim rumaku pan manadża, abyśmy mogli przyjąć jego łaskawą ofertę za milion dongów. Eh. Pan manadża przedstawił nam naszego jutrzejszego sternika- pana, z którym przed chwilą próbowaliśmy się targować 😀 . Z pomocą manadża (znajomość wietnamskiego była tutaj niezbędna) umówiliśmy się na godzinę 10:00 jutro i zakończyliśmy dzisiejszą misję.

Rejs na archipelag An Thoi – rajskie plaże w Wietnamie

Następnego dnia przyjechaliśmy do portu. Już na wejściu czekała nas niespodzianka- musieliśmy zapłacić za całodniowy parking przy porcie i za WEJŚCIE do portu. Tak. Wstęp do portu jest płatny- w ciągu dnia 40 000 za osobę. Eh. Po dłuższej dyskusji (która i tak nie miała sensu) z paniami na „bramce” zapłaciliśmy i weszliśmy.

W ustalonym wczoraj miejscu czekał na nas pan sternik. Przywitaliśmy się i poszliśmy w kierunku łodzi. Pan sternik na migi przekazał nam, że możemy sobie wybrać spośród 3 łódek: drewnianej długiej z oczami, długiej drewnianej z oczami i z oczami długiej drewnianej.

port w mieście an thoi plaże w wietnamie neverendingtravel.pl

w porcie an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

Wzięliśmy bardziej niebieską bo… Jarek podpowiada mi, że chyba się na niej farba mocniej trzymała :D. Łódka tradycyjna, fajna, klimatyczna, dłuuuga. Miała ok 5,5m. Była łudząco podobna do tych, które widzieliśmy w Delcie Mekongu. Wg wuja google to Fast Canoe- czyli szybki kajak. :O .

Wsiedliśmy. Ja od razu zauważyłam, że podłoga jest pęknięta. Pan odpalił silnik i ruszyliśmy. Na początku było spokojnie, ale gdy wypłynęliśmy na „otwarte morze” łódź zaczęła zachowywać się jak pijana motorówka. Wiał silny wiatr i była spora fala z lekko białymi „końcówkami”. Łódka pruła przez te fale, silnik wył, a ja coraz bardziej kurczowo trzymałam się drewnianej ławeczki, na której siedzieliśmy. W pewnym momencie poczułam jakbyśmy… lecieli, po czym uderzyliśmy z impetem o wodę. Kiedy zorientowałam się, że krzyczę, spojrzałam na Jarka, który wprawdzie nie krzyczał, ale minę miał chyba identyczną i na uśmiechniętego od ucha do ucha pana sternika. Zadowolony pan sternik powiedział cos do nas po wietnamsku, co pewnie znaczyło „ fajnie co? Jeszcze 45 minut! Jak ja kocham tę robotę! ajjiiihaaa!”. Po chwili uderzyliśmy o fale ponownie i ponownie. Piszcząc jednocześnie zaczęłam zastanawiać się, czy na pewno nie mamy choroby morskiej. Ale gdy sytuacja powtórzyła się jeszcze kilkanaście razy, a ja coraz bardziej czułam pod nogą pęknięta część podłogi dotarło do mnie, że albo zaakceptuję fakt że to tutaj normalne, albo wykończę się psychicznie na tej kolejce górskiej. Postanowiłam nie ulegać mojej fobii do wielkiego żywiołu, racjonalnie wytłumaczyć sobie, że taka łódź wytrzymuje większe pier***ięcia,  nie poddawać się tej sile, która próbuje rozbić mnie o betonową ścianę wody, pośladki o mózg, a żołądek o podniebienie i zacząć czerpać przyjemność z prywatnego rejsu po rajskim archipelagu An Thoi w Wietnamie.

my na łódce płynąc w kierunku archipelagu an thoi i wysp finger island hon mong, rajskie plaże w wietnamie neverendingtravel.pl

Fingernail Island (Hon Mong Tay) – hot or not?

Naszym głównym celem była upatrzona przeze mnie w necie wyspa o enigmatycznej nazwie Fingernail Island. W zimne, grudniowo- styczniowe wieczory naoglądałam się zdjęć i bardzo chciałam, żebyśmy zobaczyli ją na własne oczy.

I tutaj musimy się na chwilę zatrzymać, bo internety nieźle mieszają i wprowadzają w błąd! Na początek musicie wiedzieć, że w okolicach Phu Quoc są DWIE wyspy nazwane Fingernail Island, czyli po wietnamsku: Hon Mong Tay- jedna jest na północnym zachodzie, a druga tutaj, na południu. Kto tak wymyślił?! Nie wiem, ale podobno wielu turystów wprowadzanych jest w błąd i kupują wycieczkę zamiast na archipelag, na tą północ. Trochę jak bilet do Ameryki…pod Olsztynkiem. Ale to nie wszystko… 😉

O drugiej nieścisłości dowiedzieć mieliśmy się za chwilę, podczas naszego prywatnego rejsu po rajskim archipelagu. Zgodnie z planem dopłynęliśmy razem z panem sternikiem do pierwszej wyspy. Już z łodzi widzieliśmy, że plaża jest mega mała, a ludzi dużo.

 

rajska plaża an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

rajska plaża na fingernail island an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

Ludzi, łodzi i w ogóle jakoś mało rajsko jak na nasze oczekiwania. A dodatkowo zaszło słońce. Pan sternik zakotwiczył łódkę i pokazał nam ręką, że możemy zejść. My, trochę jeszcze ogłuszeni podróżą, zebraliśmy się do kupy i pokracznie wyszliśmy na ląd. Zaczęliśmy się zastanawiać, która to właściwie wyspa. Wyjęłam telefon i sprawdziłam nasze położenie. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to nie była żadna ze wskazanych przez nas wcześniej wysp, a tym bardziej Fingernail Island.

Poszliśmy do pana sternika by pokazać mu na mapie gdzie jest Fingernail, ale on na migi zaczął pokazywać, że to tu. Zdębieliśmy- google pokazywalo, że Fingernail to kolejna wyspa, którą z resztą widać było gołym okiem z plaży, na której wszyscy staliśmy. Zaczęliśmy pytać turystów, jak się nazywa, ale ci co w ogóle wiedzieli gdzie są mówili, że to… Fingernail Island! W końcu po dłuższej dyskusji pomiędzy nami, jakąś wietnamska przewodniczką w roli tłumacza (która przyznała nam rację potwierdzając, ze to nie jest Fingernail Island i że tamta kolejna to ona!) i sternikiem ustaliliśmy, że zabieramy się z tej „niby Fingernail” wyspy i płyniemy tam, gdzie planowaliśmy. Sternik był bardzo oporny i z tego, co nam przetłumaczyła przewodniczka nigdy tam nie pływał, a sama wyspa nie ma plaż i nawet wejścia na ląd. My się uparliśmy uznając, że właśnie chcą przed nami ukryć skarb, który tak pragniemy zobaczyć 😀 Zgodnie z naszą prośbą wsiedliśmy w dalszy rejs żegnając wyspę. Gdy odpływaliśmy poznałam nagle ten oddalający się widok… Z tych rajskich zdjęć! Ale… było to mało rajskie doznanie dla oczu. Nie żałowaliśmy, że odpływamy. Bo skoro to jest ta plaża z pocztówek, to jaka rajska musi być ta właściwa! LOL.

rajska plaża an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

Dopłynęliśmy do tej właściwej. I tak jak mówił pan sternik… nie było ani zejścia, ani plaży. Okazuje się, że popieprzone są też nazwy tych wysp. Bo to, co na mapach oznaczane jest przez lokalne biura jako Fingernail Island, czyli po wietnamsku Hon Mong Tay i sprzedawane jest tak turystom (sic!), w rzeczywistości jest wyspą o nazwie Hon Xuong !

To już wiecie. Hon Xuong może jest atrakcyjna, ale gdy jest się tam samemu i gdy jest piękna pogoda. Nas odstraszył widok wąskiej plaży z kilkoma łodziami, tłumem turystów i bud w głębi wyspy, które widać było już wody, a które tak nie kują w oczy na zdjęciach w internetach ☹

Ponieważ na prawdziwą Fingernail Island (Hon Mong Tay) nie dało się wejść spędziliśmy trochę czasu snurkując. Wody w archipelagu mają wiele miejsc, w których można podziwiać podwodny świat. Pływaliśmy w dość ciekawym miejscu, choć pod wodą było trochę za ciemno – słońce schowało się za chmurami. Trochę zrezygnowani wsiedliśmy na łódkę. Pan miał nas teraz zawieźć w jeszcze jedna lokalizację, gdzie jest plaża i można czilować- tak nam to sprzedał menadżer w porcie. Pozostało nam tylko zaufać.

snurkowanie w an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

snurkowanie w an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

Hon Vong – rajskie oblicze plaż w Wietnamie

Kolejną wietnamską rajską wyspą na naszej trasie była Hon Vong. Gdy zbliżaliśmy się do brzegu byłam już spokojna. Tutaj można odpocząć, a na dodatek jest niewielu ludzi. I wyszło słońce! W końcu!

Plaża w Hon Vong jest długa, stosunkowo szeroka, ma biały, miękki piasek. Wzdłuż plaży rosną palmy kokosowe, a na jednej z nich wisi huśtawka. Plaża po obu stronach kończy się skałami. Woda wokół wyspy ma turkusowy kolor, a w wodzie i na plaży leżą fragmenty koralowców. Rajski widok!

To, co ten raj demoluje to budy stojące na tyłach plaży i rzędy leżaków. Podobno na wyspie rezyduje obecnie jedna rodzina, ale do 2020 roku ma powstać „ mały resort z restauracją”. Kolejnym minusem są nieodłączne już śmieci.

śmieci rajska plaża an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

Wiecie, na wyspie nie ma pojemników na sortowanie odpadów, a ze śmieciami trzeba coś robić- spalić albo gromadzić za tak zwanym „rogiem”. To niestety standardowy widok w tej części Azji- leżaki, palmy, turyści, a 10m dalej kupa śmieci lub gryzący dym. Ehhh… Ale oprócz tych śmieci było rajsko!

rajska plaża an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

Processed with VSCO with c8 preset

Na plaży spędziliśmy ze 3h minimum. Było super- popływaliśmy, pobujaliśmy się na huśtawce, było smażenie na słońcu – tylko ja, bo Jarek w cieniu leczył poparzenie po poprzednich dniach 😀 . W końcu jak mieliśmy dość, poszliśmy obudzić 😀 naszego sternika i zabraliśmy się w powrotną drogę. Przez te WYBOISTE morze. Nie, nie było tak źle, fale się uspokoiły i rzucało nami tylko przez 20 minut. Potem było już z górki.

Dopłynęliśmy do portu, zacumowaliśmy, zapłaciliśmy sternikowi miliona i strzeliliśmy pamiątkowe selfie 😊

nasz kapitan wynajem łodzi archipelag wyspa phu quoc wietnam neverendingtravel.plOdebraliśmy skuter i pojechaliśmy na obiad do upatrzonej poprzedniego dnia przepysznej miejscówki w An Thong- polecamy z całego serca ten wietnamski streetfood- jedzą tam sami miejscowi- byliśmy 2 razy i nie widzieliśmy żadnych turystów- na ulicach z reszta też 😀 Dokładną lokalizację znajdziesz na mapie, na początku tego wpisu.

bar w an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

jedzenie, bar w an thoi plaze w wietnamie neverendingtravel.pl

Podsumowanie

– zaplanuj jakie wyspy chcesz zobaczyć i przygotuj ich wietnamskie nazwy(!)

– jeśli chcesz popłynąć na Hon Xuong operuj też nazwą Hon Mong Tay i Finger Island podkreślając, że chodzi o południową wyspę

– gdybym miała płynąć tam jeszcze raz, to pomyślałabym o Hon May Rut (podobno ładna plaża, hamaki, smaczny obiad z grilla) i Hon Gam Ghi, gdzie zatrzymują się wycieczki, aby posnurkować 😊

– idź z gotowym planem i ceną „w głowie” do portu i walcz! I napisz w komentarzu ile ostatecznie padło- info zostanie dla przyszłych pokoleń 😊

– Jeśli dogadujesz się z „managerem”, to raczej nie zejdziesz w targowaniu niżej niż milion- łódkowy bierze swoje, ale manager też zarabia za obsługę w języku angielskim, więc warto wybrać się do portu w okolicach 15-16:00, kiedy łodzie wracają z wycieczek. Może uda Ci się znaleźć mówiącego po angielsku sternika i dogadać się z nim bezpośrednio. Daj znać w komentarzu co wyszło- dla przyszłych pokoleń 😊))

– na rejs zabierz coś na głowę, krem z wysokim filtrem, szal do okrycia ramion, bluzę (wieczorem przy tym pędzie łodzi może być chłodno- chyba, że ręcznik Ci wystarczy)

– weź dużo picia i jedzenie (chyba, że kupisz to w pakiecie wycieczki, to nie bierz)

– jeśli masz chorobę lokomocyjną to nie wybieraj tych drewnianych potworów (łodzi)- może weź rejs większą łodzią lub prawdziwą motorówką? Choć nadal nie wiem, czy to dobry pomysł.

– weź ze sobą sprzęt do snurkowania ( nasz sternik miał w wyposażeniu kapoki, maski i rurki, ale ze względów higienicznych zawsze warto mieć swoją maskę/rurkę)

– koniecznie przeczytaj o innych atrakcjach wyspy Phu Quoc tutaj!

– zostaw nam pokrzepiający i motywujący komentarz poniżej- btw. każdy taki dla nas jest 😀

– jeśli znasz opisane przez nas miejsca, a co więcej, byłeś na pozostałych wyspach, koniecznie podziel się swoją opinią poniżej- dla pokoleń, dla pokoleń 😊)

Przeczytaj tez jak dostać się na Phu Quoc!

Written by
No comments

LEAVE A COMMENT

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.