Islandia- dzień pierwszy, cz.2- w poszukiwaniu kąpieliska.

Nie czytaliście części pierwszej? Nadrabiajcie! 🙂 Islandia- dzień pierwszy, cz.1

Grænavatn – lazurowe

Kolejnym miejscem jakie odwiedziliśmy jadąc przez półwysep Reykjanes było niezwyklej barwy jezioro Grænavatn. Jego turkusowy kolor odcina się od rudej ziemi robiąc piorunujący efekt nawet w pochmurny dzień.

Zapewne przy słonecznej pogodzie wygląda jeszcze bardziej niesamowicie. Sam kolor woda zawdzięcza algom oraz minerałom, z których zbudowane jest dno zbiornika. Te dwa elementy w połączeniu ze światłem dają piękny efekt lazuru. Zbiornik powstał ok 6 tys. lat temu, w miejscu wygasłego wulkanu- jest zalanym kraterem:). Ma ok 46 metrów głębokości.

Seltún – smrodkowe pole

Po kilkunastu minutach spędzonych nad wietrznym brzegiem jeziora ruszyliśmy w dalszą drogę by już po kilku minutach zrobić kolejny postój. Dotarliśmy do pola geotermalnego w rejonie Krýsuvík- Seltún. W latach 1722 – 1728 wydobywano tu siarkę. Teren obfituje w bulgoczące, błotne gejzery, parujące cieki i mieni się całą paletą barw ziemi. Aby umożliwić wygodny spacer po smrodnym;) polu, Islandczycy przygotowali kilka drewnianych podestów prowadzących do ścieżki wiodącej na pobliskie wzgórze.  Warto się trochę wysilić i wejść jak najwyżej- widok wart jest wspinaczki 🙂

Skátalaug- pierwsza kąpiel

Po tej bardziej aktywnej części dnia zapragnęliśmy w końcu się odświeżyć. Na naszej trasie znajdował się Skátalaug- basen geotermalny, a więc pierwsza gorąca kąpiel na Islandii przed nami!:D

Basen- a raczej sadzawka, leży na otwartej przestrzeni, pełnej niewielkich różnic terenu. Bez nawigacji GPS na pewno byśmy się go naszukali, ale dzięki nowoczesnej technologii poszło nam  naprawdę ekspresowo.

Na zewnątrz (samochodu) było ok 10°C, pochmurno i wietrznie. Oboje z niepewnymi minami przebraliśmy się do kąpieli, ubraliśmy ponownie kurtki, czapki i ruszyliśmy do naszego “basenu”. Na brzegu zostawiliśmy ręczniki, ubrania i powoli weszliśmy do wody, była naprawdę ciepła:D -podobno ma ok 34 °C, co pozwala mile się powygrzewać. Gorzej jest z wyjściem z tej cieplej kąpieli;)

W końcu się przełamaliśmy i po opuszczeniu naszej wanny polowej ruszyliśmy przed siebie. Kilka km dalej zatrzymaliśmy się kolo jeziora Kleifarvatn, które przez trzęsienie ziemi w 2000 roku, straciło 20% ze swojej powierzchni!

Dalsza trasa prowadziła na północ przez Reykjavik. Nie zatrzymywaliśmy się niestety w stolicy Islandii- postanowiliśmy zobaczyć ją na końcu naszej podroży, jeśli starczy nam czasu.

Landbrotalaug- kąpiel w deszczu.

Kolejne kilometry dostarczały nam coraz to nowszych widoków- góry, rzeki, jeziora, owce, konie, wodospady, skandynawska architektura, a to wszystko wymiksowane i podane za oknem niczym koktajl w najlepszej galerii krajobrazu :).

Tego dnia w naszych planach mieliśmy jeszcze jedno gorące źródło- Landbrotalaug. Jakoś po tym pierwszym został nam niedosyt wygrzania się, szczególnie przed nadchodzącą kolejną, z pewnością chłodną nocą. Znaleźliśmy- oczywiście przy pomocy nawigacji;) miejsce, które wyglądało obiecująco- minęła się z nami lekko ubrana para z mokrymi włosami i nie wyglądali na zmarzniętych. Pogoda robiła się coraz gorsza- zaczęło wiać, temperatura spadała i czuć było nadciągający deszcz. Nie chcieliśmy tracić ani chwili, wiec ponownie przygotowani do kąpieli ruszyliśmy na brzeg stawu. Naszym oczom ukazał się sporej wielkości “basen”, nad którym wisiała rura z ogromnym pokrętłem. Mechanizm ten pełnił rolę kranu- można było dozować ilość gorącej wody, która wpadała do basenu.

A woda w kranie była naprawdę gorąca!:D Wskoczyliśmy do środka i odpłynęliśmy, było bosko! Niestety zaczął kropić deszcz, na szczęście niewielki wiec nie był specjalnie uciążliwy. W basenie spędziliśmy dobrą godzinę. Woda pozwoliła się nam na tyle nagrzać, ze kiedy wyszłam z basenu, mogłam bez pospiechu się ubrać i nie zmarzłam! A była godzina 11 w nocy i zdecydowanie poniżej 10 stopni Celsjusza.

Wróciliśmy do auta. Ponieważ solidnie się rozpadało zdecydowaliśmy się przeczekać ulewę i zjeść kolację. Musicie wiedzieć, że nasze posiłki na Islandii to był prawdziwy “rytuał”- jeszcze o tym napiszemy:D. Po około godzinie (podczas której obok naszego auta zdążyły pojawić się dwa inne wraz z kolejnymi amatorami gorących kąpieli, którzy nie bacząc na deszcz wybrali się do zbiornika) ruszyliśmy w dalszą drogę- w poszukiwaniu miejsca do noclegu. Była godzina 2:40 am, za oknem taki widok (poniżej)- poszliśmy  w końcu spać.

Written by
Latest comments
  • Mieszkam na islandii od 8 lat 🙂 Przecudowny kraj 🙂 Czekam na więcej wpisów ! 🙂

    • Zazdraszczamy miejsca zamieszkania i zapraszamy na kolejne wpisy o Islandii, bo pojawią się niebawem 🙂 Pozdrawiamy, A i J 🙂

LEAVE A COMMENT