Islandia- Dzień zero

Nasza islandzka podróż rozpoczęła się od przejazdu pociągiem z Warszawy do Katowic, gdzie po dotarciu na lotnisko w Pyrzowicach, weszliśmy na pierwszy z 3 samolotów, którymi mieliśmy lecieć jeszcze tego samego dnia.
Z Katowic liniami Lufthansy dostaliśmy się na lotnisko we Frankfurcie nad Menem. Tam wsiedliśmy na pokład Lufthansy w kierunku Dusseldorf, gdzie czekał na nas (a raczej my na niego) samolot Germanwings do Keflaviku. Podróż może troszkę karkołomna, ale byliśmy tak podekscytowani najbliższymi dniami, że sprawiła nam ona ogromną frajdę :). W miarę jak samolot zbliżał się do portu w Keflaviku, było coraz później. Wypatrywałam z okna śladu wysp, wielorybów, statków i innych morskich atrakcji. W końcu zaszło słońce  i zrobiło się za ciemno na obserwowanie wody, więc zajęłam się rozmową z Jarkiem. W pewnym momencie spojrzałam ponownie za okno… i wiecie co się stało? Za oknem zaczęło się robić coraz jaśniej! Prędkość z jaką lecieliśmy oraz długi dzień w tym rejonie świata spowodowały, że zrobił się jakby „wschód słońca” :D. I w końcu ujrzeliśmy JĄ. Czarny, wulkaniczny ląd, parujące źródła… totalne przestrzenie. Samolot wylądował w międzynarodowym porcie w Keflaviku. Lotnisko pod Rejkiawikiem nie należy do ogromnych. W momencie kiedy tam byliśmy, prowadzone były jakieś prace remontowe. Dosłownie parę chwil wystarczyło, aby zorientować się w jego otoczeniu.

IMG_2498

Lotnisko w Keflavik

Mimo to otrzymaliśmy tego czasu zdecydowanie więcej, ponieważ pracownik wypożyczalni aut, z którym Jarek umówił się przy wejściu do hali przylotów, miał spore opóźnienie.

12333010_10205027921604895_624548047_o

Rzeźba Magnús’a Tómasson’a na lotnisku  w Keflavik

W końcu przyszedł. Przyniósł dokumenty, kluczyki i po krótkich formalnościach przekazał nam auto- Nissan Pathfinder- nasze M1 na najbliższy tydzień 😀 . Po ekspresowej, teoretycznej lekcji jazdy z automatem, Jarek odpalił silnik i ruszyliśmy w naszą pierwszą trasę po Islandii!
…Oczywiście najpierw pobłądziliśmy chwile po parkingu szukając wyjazdu… 😉

Pierwsze kilometry skierowaliśmy na południe wyspy. Byliśmy zmęczeni całodzienną podróżą, na zegarku przed 1:00 am, a przed nami kolejny długi i ekscytujący dzień za parę godzin. Postanowiliśmy odjechać trochę od lotniska, znaleźć spokojne miejsce i pójść spać. Tym spokojnym miejscem okazała się boczna droga zamknięta szlabanem.

szlaban na drodze

Zatrzymaliśmy auto, umyliśmy zęby, pościeliliśmy śpiwory i zmęczeni usnęliśmy. …Tak, było po 1 w nocy i było jasno 😉 .

1:30 am na parkingu

Share Post
Written by
Latest comments
  • Z niecierpliwością czekam na kolejne posty i dalszą relację z wyprawy na Islandię;).
    Oraz – powodzenia w blogowaniu!:0
    Ania

  • Czytając, aż chce się tam pojechać! Z niecierpliwością czekam na kolejne posty. Owocnych, kolejnych, podróży 😉

  • Hej!

    Trafiłem dziś na Wasz blog i muszę przyznać, że cieszy oko i duszę:)

    Mam takie pytanie-wyspaliście się w Pathfinderze? Dosyć miejsca z tyłu po rozłożeniu siedzeń?

    Ile płaciliście za dobę wynajmu tego auta?

    Pozdrawiam

    Mateusz

    • Hejka 🙂

      Byliśmy tam 9 dni, a za samochód w szczycie sezonu zapłaciliśmy wówczas około 3400zł. Okazja, biorąc pod uwagę klasę samochodu, ale zabookowaliśmy go już poł roku wcześniej 🙂

      To czy się wyśpisz, w dużej mierze będzie zależało od podłoża. Najlepszy byłby miękki materac (niektórzy takie proponują). Miejsca na nogi dużo, a walizki wędrują na przednie siedzenia 🙂

      Sama fura – cudo 🙂

  • W jakim miesiacu tam byliscie?

  • Przeczytałam wszystkie posty o Islandii, piszę tutaj żeby było jak “podsumowanie” dziękuję Wam za relację. Wybieramy się ze znajomymi na Islandię na przełomie stycznia/lutego. Na pewno przy planowaniu przyda się taka relacja jak Wasza, chociaż na chwilę obecną nie potrafię wymówić ani jednej islandzkiej nazwy Pozdrawiam!

LEAVE A COMMENT